Pierwsze wrażenia z Budapesztu

Znajomi Grzecha z Erasmusa

Przyjechaliśmy wraz z Grzechem do Budapesztu, dzięki uprzejmości jego znajomków z Erasmusa, których poznał podczas wymiany w Niemczech. Po czasie żałuję, że sam nie próbowałem się na taki wyjazd załapać. Jest to świetna okazja do szlifowania języka angielskiego i daje możliwość poznania świetnych ludzi. Wracając jednak do meritum miał to być mój pierwszy sylwester spędzony poza granicami państwa Polskiego.

Przyjazd

Znów spędziliśmy, jak w przypadku wyjazdu do Pragi cały dzień w trasie ruszając bladym świtem. Niestety jest to nieodłączny element podróżowania i zacząłem się do tego przyzwyczajać. Co warto dodać przed przesiadką w Krakowie doszło do kuriozalnej sytuacji, ludzie po pojawieniu się naszego busa do Budapesztu zaczęli wciskać swoje walizki na siłe i pakować się do autobusu. Jak to wyglądało możecie zobaczyć na zdjęciu, poniżej 😉 człowiek myśli, że już nic go nie zaskoczy…
Do Budapesztu dotarliśmy wczesnym wieczorem około godziny 19, a tam z dworca autobusowego odebrał nas gospodarz tej imprezy Peter.

Niezła piramida…

Parlament, lwy i Most Łańcuchowy

Pierwsze co rzuciło mi się w oczy podczas przejażdżki autem Petera do miejsca, w którym mieliśmy spędzić kilka najbliższych nocy, był okazały Parlament. Jest to chyba obok Mostu Łańcuchowego i jego słynnych lwów najbardziej rozpoznawalna wizytówka Budapesztu. Wieczorny klimat i oświetlenie padające na parlament robiło niezłą atmosferę. Co najważniejsze nietraci nic ze swojej doniosłości także podczas dnia, co warto zauważyć.

Słynny lew na Moście Łańcuchowym

Węgierskie piwo i Free Tour

Po ciężkiej podróży Piter uraczył nas Węgierskim Dreher’em i Niemieckim piwem Lowenbrau. Przyznaję, że te pierwszę nie ma żadnego podjazdu do piwa od naszego zachodniego sąsiada. Wiele osób z pewnością zdaje sobie sprawę z tego, że wybór piw Węgierskich jest bardzo skromny. Raczej nie należy do tak polecanych jak przykładowo Czeskie.

Piwka po podróży 😉

Nie marnowaliśmy czasu i dnia następnego udaliśmy się prosto pod Katedrę św. Stefana, która nota bene jest najbardziej znaną w Budapeszcie. Dwieście lat jak na budowlę tego typu to wiek niemal niemowlęcy. Pod katedrą czekała na nas wycieczka pod sztandarem Free Tour’u. Jest to rodzaj zwiedzania w którym decyzję o tym czy dany przewodnik zaciekawił nas podejmuje się na końcu. Wtedy też decyduje się, jaką kwotą go obdarować. Cała wycieczka trwała około dwóch godzin podczas których zwiedziliśmy wybrzeże Dunaju, przeszliśmy Most Łańcuchowy, aby ostatecznie dostać się na tereny wokół Zamku Królewskiego. Naszą wycieczke ostatecznie zakończyliśmy przy Baszcie Rybackiej, gdzie rozstaliśmy się z grupą i przewodnikiem.

House of Terror

Kolejnego dnia postanowiliśmy odwiedzić „House of Terror” znane w Budapeszcie muzeum poświęcone ofiarom komunizmu i faszyzmu. Jak się okazało nie byliśmy jedynymi osobami tego dnia, które wpadły na ten pomysł, a co za tym idzie kolejka była naprawdę spora. Półtorej godziny i jedną kawę później ostatecznie dostaliśmy się do środka. Tak zaczęła się melancholijna podróż w głąb koszmaru jakim był faszyzm i komunizm na Węgrzech. Niestety z oczywistych względów nie można było robić w środku zdjęć. W zasadzie poza kartkami A4 z wydrukowanym tekstem w języku angielskim ciężko było zrozumieć z czym się ma do czynienia. Brakowało tabliczek w innym języku niż Węgierski. Dlatego przez sporą część czasu jaki spędziłem w muzeum patrzyłem się na eksponaty nie mając do końca pojęcia co właśnie oglądam. No nic pozostaję tylko nauka węgierskiego ;)…Co jednak zrobiło na mnie największe wrażenie to zjazd windą na sam dół podczas której wyświetlany był wywiad z z katem więziennym. Prosto z windy wychodzimy do cel w których przetrzymywani byli więźniowie. Ogromne spustoszenie w mojej głowie spowodowało wejście do karceru w którym praktycznie ledwo mogłem stać. Wiedząc ile czasu potrafili spędzić tam przetrzymywani więźniowie włos jeży się na głowie nawet w momencie kiedy to piszę. Niestety człowiek człowiekowi zgotował ten los…opuściliśmy muzeum nieco przybici, a czas leciał nieubłaganie i powoli dojeżdżali pozostali uczestnicy sylwestra w Budapeszcie…