Bergamo, czyli miasto opanowane przez Polaków

Bergamo pełne polskich turystów

Miasto to jest niewielką włoską miejscowością w regionie Lombardii liczące około 120 tysięcy ludności. Położone u Alp Bergamskich, miasto to od lat cieszy się niesłabnącą sławą wśród polskich turystów. Składa się na to wiele czynników takich jak: piękna lokalizacja miasta, wiele interesujących miejsc do zwiedzenia. Jest to także jedno z tańszych pod względem czysto finansowym miasto, które można odwiedzić we Włoszech. Dzieje się tak, ponieważ jest to jedno z miast przelotowych, gdzie ląduje się miedzy przesiadkami do wielu innych krajów. Dlatego nie powinniście czuć się zdziwieni, gdy nagle za plecami usłyszycie polski język.

Pierwszy lot i włam do mieszkania

Pobyt w Bergamo miał być tylko przystankiem przed miejscem docelowym, czyli Sofią. Był to także pierwszy lot Grzecha samolotem. Udało mi się tanio znaleźć bilety na lot właśnie przez to włoskie miasto z 3-dniową przesiadką. Pozwoliła nam ona zobaczenie Bergamo. a także Mediolanu.

Z lotniska musieliśmy wziąć autobus, nie mając pojęcia jaki może być koszt taksówki w takim mieście. Niestety przegapiliśmy przystanek i wydłużyła nam się droga butowania z ciężkimi walizami. Tak jak i poprzednim razem w Pradze skorzystaliśmy z Airbnb.

Bardzo cenie sobię tą stronę i gospodarzy, u których miałem okazję wynajmować, dlatego polecam ją zawsze i za każdym razem. Tak naprawdę, jeżeli nie chcemy zatrzymać się w hostelu z duża ilością ludzi, ani drogim hotelu jest to najlepsza alternatywa. Zgodnie z tym co napisał do mnie Guseppe (tak jak ta pizza z Oetkera) musieliśmy włamać się do mieszkania, w którym mieliśmy się zatrzymać.

Gospodarz podał mi bowiem kod do zamykanej na cyfrowy zamek skrzynki pod domem, w którym znajdował się klucz do mieszkania. Całkiem niezły pomysł biorąc pod uwagę, że właściciele często są poza domem w czasie, gdy przyjeżdżają potencjalni wynajmujący.

Warte zauważenia jest to, że dzielnica, w której wynajmowaliśmy pokój była pełna czarnoskórych mieszkańców, a nigdy Włochy mi się z nimi nie kojarzyły, może oprócz Balottelego. Był to swoisty GPS, wiedzieliśmy, że zbliżamy się do naszego lokum podczas nocnej eskapady, kiedy ilość naszych czarnych przyjaciół się zwiększała…